Mietek Kowalcze: Czytanie dla fabuły (42) – Podziękowania dla gospodarzy!
Obszerna opowieść to dzisiaj praca sporej grupy osób i podziękowania dla nich to zwykły dobry obyczaj na zakończenie fabuły. Taki tekst, oprócz ukłonów, wyjaśnia zakres oraz kierunki poszukiwań i inspiracji autorskich, wymienia pierwszych odbiorców. Spotkaliście już w czytanych przez Was fabułach wdzięczność skierowaną do gospodarzy? Zapewne. A do gospodarzy, którzy zawiadują przyrodą, czyli do drzew, zwierząt, ptaków i wszelkiego rodzaju istot tworzących życie natury? Myślę, że nie. Takimi podziękowaniami zamyka swoją powieść „W północnym lesie” Daniel Mason. Pisarz znany i lubiany od debiutu, czyli od „Stroiciela” (2002).
Fabuła tutaj rekomendowana, wydana w 2023 (w Polsce w 2025), to obszerna i błyskotliwa gawęda o locus amoenus – określenie, które często pojawia się w ocenach powieści i w wywiadach z autorem. Spróbujmy w tej części cyklu pójść zaproponowaną przez innych drogą. Najprostsze tłumaczenie tego wyrażenia to – miejsce przyjemne. Nie mnożąc synonimów i skojarzeń zbudujmy przekonanie, że tak w istocie w powieści Daniela Masona jest. Dwa dowody. Pierwszy – dzieje domu (żółtego) oraz kolejnych osób w nim mieszkających to opis wydarzeń obejmujących ponad trzy stulecia historii pięknego skrawka kompletnych kresów stanu Massachusetts. Miejsce to odległe, a mimo wszystko wybierane przez kolejnych chętnych, bo naturalnie urokliwe, bo, co dla wielu ważne, pozwala na dystans do pędu świata. A świat nie pozwala na ucieczkę od siebie i co rusz upomina się o mieszkańców. O ich aktywny udział w swoich dziejach. Wszystko zbudowane skrupulatnie, ze znawstwem rzeczy, z prosto pojętym szacunkiem. Przyjemne miejsce. Drugi powód to długi zestaw bohaterek i bohaterów, którzy zapełniają żółty dom i jego okolicę swoimi postawami, aktywnością, emocjami, odkryciami a nawet chorobą. Kilka przykładów – weteran wojenny, sadownik, farmerki, badaczka przyrody, schizofrenik. I tak jak miejsce przedstawiani przy pomocy różnych konwencji, także eksperymentów pisarskich. A to przy pomocy klasycznej narracji, a to fragmentów dziennika czy wreszcie listów. Konkretny przykład: William Henry waaTeale – ważny mieszkaniec żółtego domu to malarz, który pozostawił ważny artystycznie (i przyrodniczo) dorobek. Inspirujący biologów ze względu na swoją drobiazgową wręcz skrupulatność w przedstawianiu elementów przyrody. Na marginesie Daniel Mason ukończył biologię na Harvardzie. W. H. Teale w powieści jest zauroczony przyjacielem, buduje homoerotyczny związek z poetą Erasmusem Nashem (postać fikcyjna) przy pomocy listów właśnie. Czy po lekturze będziecie mogli zgodzić się z przekonaniem, że bohaterowie, tak jak miejsce, przedstawiani są z ogromną empatią? Pasują do locus amoenus? Autor po prostu lubi swoich bohaterów. Niemal cztery wieki dziejów domu (miejsca i ludzi) – saga? Niezupełnie. Finał ma swoje bardzo współczesne przesłanie. Obrazy Williama H. Teale’a stają się bowiem punktem wyjścia do technologicznego projektu. Nie zdradzę jakiego, a jedynie zacytuję jego efekt: „Tak jakby świat został przywrócony do pożądanego stanu.” Daniel Mason jest bardzo świadomy swojej pisarskiej roli. Oto jak traktuje swoje fabuły – pisarz „dostrzega rozmaite sprawy. W gruncie rzeczy nie ma żadnych potrzeb poza dostrzeganiem.” W niełatwych czasach twórca nie może jedynie odtwarzać obrazów upadku. Inaczej definiuje swoją rolę: „Odkrywa, że wyłącznym sposobem, by postrzegać świat jako coś innego niż opowieść o stracie, jest ujrzeć go jako opowieść o zmianie.” Kiedy w listopadzie 2023, tuż po wydaniu, z entuzjazmem omawiano „W północnym lesie” recenzji towarzyszył obraz Toniego Demuro. Koniecznie go znajdźcie w sieci. Przed lekturą!
Daniel Mason, W północnym lesie>/cite>. Tłum. Maciej Studencki. Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2025.
PS Niebawem więcej o spotkaniu autorskim z Agatą Kunderman w dniu promocji „Twierdzy” (3.06.) – drugiego tomu z cyklu kłodzkiego.









